KOMENTATOR EUROPA NIEMCY POLSKA DOLNY ŚLĄSK


Idź do treści

Eit+

Europa/Niemcy/Polska


EIT+ - Szansa nie tylko dla Wrocławia - Część 1

/26.01.2012/ Wywiad z prezesem zarządu Wrocławskiego Centrum Badań EIT+ prof. Mirosławem Millerem przeprowadził Krzysztof Tokarz



fot. Wojciech Dobrut

KT: Panie Profesorze, czym zajmuje się EIT+ i czy jest coś takiego, czym już teraz można się pochwalić?

MM: Zacznę od informacji, że EIT+ powstało w 2008 roku. Wprawdzie w 2007 miało miejsce podpisanie umowy Spółki, ale tak naprawdę działania zaczęto w roku 2008. To się wiązało z momentem, kiedy Wrocław starał się o lokalizację w mieście siedziby głównej Europejskiego Instytutu Innowacji Technologii. Postanowiono wtedy, w ramach środków europejskich, zdobyć dofinansowanie dla opracowanego w naszym mieście Programu EIT+. Program ten stanowi w istocie strategię rozwojową Wrocławia opartą na rozwoju uczelni wyższych oraz na współpracy nauki z gospodarką. Do realizacji Programu EIT+ powołano spółkę Wrocławskie Centrum Badań EIT+. W tym okresie mieliśmy świadomość, że Europa idzie w kierunku realizacji strategii lizbońskiej. Wrocław poparł zdecydowanie jej założenia na szczeblu regionu i wyraził gotowość przyjęcia siedziby Europejskiego Instytutu Innowacji Technologii. Ostatecznie wyścig po tę siedzibę przegraliśmy w finale z Budapesztem, ale ważniejszy był program EIT+ i fakt powołania Wrocławskiego Centrum Badań EIT+. Pracujemy czwarty rok i należy wziąć to pod uwagę, gdy będę mówił o tym, co dotychczas zrobiliśmy, co osiągnęliśmy, a także w jakim miejscu jesteśmy. Czym się tak naprawdę zajmuje EIT+ i czy można już w tej chwili mówić o konkretnych sukcesach? Staramy się od początku odpowiedzieć na potrzeby środowiska . Mówimy tak: mamy do spełnienia rolę ośrodka dobrze pracującego z akademiami, z gospodarką, również z samorządami. Mamy we Wrocławiu właściwie wszelkie komponenty dobrego systemu innowacji: dobre uniwersytety - aczkolwiek rozdrobnione, kiepsko ze sobą współpracujące i troszkę zamknięte w sobie, co nam przeszkadza. Tak jest zresztą w całej Polsce, nie tylko we Wrocławiu. Mamy ambitny samorząd miasta i województwa, który, chyba jak nigdzie w Polsce, rozumie potencjalną rolę uczelni w rozwoju obszaru wrocławskiej metropolii i nowoczesnego społeczeństwa. To jest bardzo ważne w całym naszym przedsięwzięciu. Mamy wreszcie bardzo ciekawy sektor gospodarczy - jeśli porównamy rozwój Wrocławia i Dolnego Śląska na przestrzeni ostatnich dwudziestu kilku lat, to możemy poszczycić się największymi inwestycjami na 1000 mieszkańców, dużym postępem w likwidacji bezrobocia, doskonałym rozwojem parku technologicznego i w ogóle rozwojem małych i średnich przedsiębiorstw z obszaru np. technologii IT – czyli teleinformatycznych, ale też chemicznych, z obszaru materiałów zaawansowanych w oparciu o to np. co wytwarza KGHM - miedź, srebro, itd. Są zatem komponenty, które dają dość komfortową sytuację wyjściową do stworzenia efektywnego systemu innowacji, czegoś takiego, co zaskoczy, systemu współpracujących ze sobą instytucji mających do siebie zaufanie, tworzących wartość dodaną w stosunku do poszczególnych sektorów działających w odosobnieniu. I to była diagnoza na początku naszej drogi. Teraz pojawia się pytanie, czego nam w takim razie brakuje i jak te luki wypełnić. I czy EIT+ może stać się organizacją, która jest w stanie te luki wypełnić. Wiemy, że w Polsce nie funkcjonują pewne mechanizmy, które są niezbędne do takiego systemu innowacji, a które działają w innych krajach: Niemczech, Finlandii, USA, Szwajcarii, Izraelu, Singapurze. Tam zostały wprowadzone pewne doświadczenia, mechanizmy, praktyki, które zadziałały jak klej, na styku tych poszczególnych elementów, istotnych dla tzw. systemów innowacji. Chodzi tu np. o sprawę patentowania i zarządzania własnością intelektualną. To jest w zasadzie rzecz, która powinna się dziać na uniwersytetach, jak również w przedsiębiorstwach innowacyjnych, centrach badawczych. W Polsce, w zasadzie sektor prywatny już to docenia i wie, że inwestowanie dużych pieniędzy w rozwój nowych produktów musi być stowarzyszony z dbałością o to, by w razie sukcesu jakiegoś projektu, np. prototypu czy pewnej innowacji procesowej, można było go zastrzec. Po to, by później powielać to w innych miejscach, czerpiąc z tego konkretne materialne korzyści. To jest zwykły mechanizm, który działa na całym świecie. Jeśli my inwestujemy miliony złotych w coś nowego, to przecież po to, by mieć z tego korzyści a tym samym zwrot z tej inwestycji. Takiego myślenia w Polsce nie było. Dalsza rzecz to marketing. Mamy dobre uniwersytety, uczelnie wyższe, mamy świetne zespoły badawcze, często dość ciekawe wyniki projektów, ale chwalimy się właściwie tylko publikacjami. Jeżeli profesor zrobi coś ciekawego i coś opublikuje, to jest to uważane w zasadzie za szczyt marketingu naukowego. To jest oczywiście bardzo dobry marketing, zwłaszcza jeśli publikujemy w wybitnych

fot. Creoproject

czasopismach. W
Nature publikują jednak tylko nieliczni. W Polsce można ich policzyć na palcach jednej ręki. Cała reszta ludzi nauki pracuje właśnie na rzecz tych największych osiągnięć naukowych, ale też widzi siebie jako tych, którzy pracują dla aplikacji, na potrzeby gospodarki, jej innowacyjnej części . Tylko tyle, że my, jako naukowcy, narzekamy – ja też jestem naukowcem – że przemysł nie chce naszych rozwiązań. Tymczasem wynika to przede wszystkim z tego, że nie rozumiemy prawdziwych potrzeb zewnętrznych podmiotów, bo po prostu nie skupiamy się na tych potrzebach, tylko na tym, co sami potrafimy wytworzyć. Potem staramy się ”sprzedać” nasz pomysł do przemysłu, chcąc uczynić go bardziej innowacyjnym. Tak to nie działa nigdzie! Wręcz odwrotne – to przemysł musi, rozwijając się, definiować albo szukać pomocy w definiowaniu swoich potrzeb. I oczekuje takiej pomocy od naukowca, który poświęci czas temu podmiotowi i powie: słuchaj, ja bym miał propozycję pewnych rozwiązań, one się rozwijają na świecie w tym czy w tamtym kierunku. Przyjdź do nas, pokażemy ci pewną ofertę, usiądziemy razem, zobaczymy, gdzie da się dopasować naszą wiedzę, uwzględniając twoje potrzeby. Szukajmy najpierw potrzeb w gospodarce. Nie mówię tu oczywiście o całej polskiej nauce, lecz o tej jej części, która jest gotowa do takiego myślenia. Tej grupie naukowców należy pomóc przebić się przez różnego rodzaju bariery. Naukowiec nie jest od tego, żeby jeździć po kraju, po świecie, w tym na targi technologiczne, wystawy osiągnięć nauki i techniki. On nie ma na to czasu, gdyż jeździ na swoje konferencje naukowe. A tu trzeba sie skupić na troszkę innym gremium. Ktoś musi za niego to robić. To jest więc marketing, czy jak ja to nazywam - budowanie relacji zewnętrznych. Te relacje, taki network jest dzisiaj przez fachowców uznawany w zasadzie za najważniejszą rzecz. W dobie globalizacji wszystkiego, nauki i wiedzy też, sprzedaż dokonuje się w relacjach personalnych. I tu trzeba rozwijać kontakty interpersonalne między grupami naukowymi i biznesem. Szukać pośredników, np. brokerów technologii, którzy całe życie zajmują się określaniem potrzeb i próbują te potrzeby zaspokoić kojarząc wiedzę grup i osób, jakie potrafią w szybkim czasie dzięki swoim relacjom zidentyfikować. Trzeba zatem poszukiwać i kształcić takich brokerów wiedzy. Takie osoby porozumieją się zarówno ze światem nauki jak i gospodarki, biznesu. To swego rodzaju pośrednicy. Możemy się krzywic na to i uważać, że będzie lepiej jeśli naukowiec bezpośrednio porozumie się z biznesem, ale to nie funkcjonuje. Potrzeba tego szczebla pośredniego. W Polsce nazywamy je centrami transferu technologii. Takich instytucji jest bardzo wiele, ale one są po prostu nieefektywne. Kiedyś zrobiłem analizę, ile jest centrów transferu technologii, a ile jest przetransferowanych technologii. Wyszło , że o wiele więcej jest tych centrów ... I tu jest kolejna nisza i kolejne zadanie EIT+ - jak wypełnić tę lukę, jak stać się takim translatorem pomiędzy różnymi światami, jakimi są świat nauki i praktyki gospodarczej, jak uruchomić ten mechanizm. Jestem głęboko przekonany, że w tych naszych działaniach w wielu miejscach osiągamy zdolność budowania realnych pomostów służących komercjalizacji wiedzy. Jeżeli się to uda i pojawi się wyłom, to ruszy lawina.
Kolejna rzecz, to otwarcie i integracja środowiska, uczelni względem siebie. Mamy we Wrocławiu świetną biotechnologię, świetną inżynierię materiałową, ale one są rozproszone. Mamy doskonałą informatykę – ale znów, nie ma wystarczającej współpracy między zespołami badawczymi. Do tego stopnia, że np. na inżynierii materiałowej – będącej, moim zdaniem, drugim, trzecim ośrodkiem w Polsce - nie mamy nawet statusu środowiska, które doktoryzuje w tym obszarze i moi doktoranci bronią się w Krakowie na AGH. Dlaczego? Dlatego, że nie ma żadnej jednostki, która ma wystarczający potencjał do tego, żeby uzyskać prawo doktoryzowania. Ale jak zsumujemy te zespoły we Wrocławiu, to jesteśmy bardzo silni. A więc kolejne zadanie – jak zintegrować najlepsze zespoły po to, by rzeczywiście pokazać ten potencjał otoczeniu, też studentom szukającym atrakcyjnych studiów w Polsce.
Następna sprawa to interdyscyplinarność. Dzisiaj jest wiele bardzo przełomowych odkryć, choć przełomowy, nie znaczy od razu taki, który zmienia świat. To może być przełom w pewnej niszy, np. diagnostyka medyczna, np. zdrowie. Cały obszar rozwijającego się dzisiaj ogromnego biznesu w tzw. sektorze e-Zdrowie wymaga spotkania się ludzi, którzy mają wiedzę z obszaru informatyki, przesyłu danych, obrazowania, medycyny, chemii, biotechnologii itd. Ta interdyscyplinarność nie jest dzisiaj zapewniona, bo nie ma tych styków między grupami badawczymi. Zadaniem Wrocławskiego Centrum Badań EIT+ jest stworzyć taki mechanizm, aby łączyć te grupy, pracować z całym środowiskiem uczelnianym i ze środowiskiem innowacyjnej gospodarki, które się już zawiązało we Wrocławiu. A co zrobiliśmy, czym można byłoby dzisiaj się już pochwalić? Na pewno do takich najbardziej spektakularnych rzeczy należy to, że znaleźliśmy w Polsce kilkadziesiąt bardzo ciekawych grup, które mają dorobek w postaci patentów i technologii, które nie były jeszcze wdrażane i znaleźliśmy możliwość sfinansowania pierwszego etapu dopracowania tych technologii czy pomysłów do poziomu prototypów – do takiego stopnia zaawansowania, które daje się na rynku pokazać jako produkt do sprzedaży. Dzisiaj, na świecie, pierwszy etap komercjalizacji odbywa się na kilka sposobów, ale chyba takim najbardziej obrazowym jest spółka technologiczna, która ma jako swój zasób patent wyceniony rynkowo pod względem potencjału sprzedażowego. Taki patent albo inne innowacyjne rozwiązanie to wkład wynalazcy do spółki. Drugi partner – w tym przypadku Wrocławskie Centrum Badań EIT+ – wkłada do spółki pieniądze. W taki sposób w zeszłym roku zaczęliśmy inwestować w kilkanaście tego rodzaju przedsięwzięć. W tej chwili mamy już 8 spółek technologicznych z udziałem finansowym Wrocławskiego Centrum Badań EIT+. Naszym celem jest dać szansę różnego rodzaju technologiom polskim, które warto sprzedać np. większemu przedsiębiorstwu. W najbliższych miesiącach powstanie kolejnych 5 spółek. I to jest taka pierwsza, namacalna formuła naszego działania. W jakich dziedzinach są te spółki? Staramy się specjalizować w technologiach, które łączą różne dziedziny nauki. Jedna z założonych przez EIT+ spółek rozwija nowe technologie marketingu wizualnego. Angażujemy informatyka, psychologa, obrazowca – takich ludzi, którzy np. doradzają firmom, w jaki sposób zrobić dobry spot promocyjny. Innym przykładem, któremu wróżę duży sukces, jest niszczenie danych na twardych dyskach. Dzisiaj okazuje się, że jest to poważny problem. Jedyna technologia, którą dzisiaj się stosuje, wywodzi się z technologii zapisu. Wiadomo, że twardy dysk zapisuje się w sposób magnetyczny . Gdy więc ktoś zastanawia się, jak go zniszczyć, to pierwszym pomysłem na jaki wpada jest co? – rozmagnesować dysk, czyli poddać go działaniu jeszcze silniejszego pola niż to, które zapisywało te dane niszcząc w ten sposób magnetyczny zapis informacji. A nasza technologia, w którą teraz zainwestowaliśmy i którą rozwijamy, polega na chemicznym niszczeniu dysków. W praktyce wygląda to tak, że np. pod jakiś bank podjeżdża takie laboratorium, zabiera dyski i po godzinie czy dwóch oddaje dyrektorowi dużą zlewkę z roztworem. Inny jeszcze przykład nowej technologii, w którą inwestujemy jest zastosowanie metody elektrochemicznej w badaniu próchnicy czy osteoporozy. Jest to metoda, polegająca na tym, że przykłada się tak, jak przy EKG, elektrody do miejsca, gdzie znajduje się kość i przez sygnał elektrochemiczny – zewnętrzny, monitorowany - ocenia się stan tego kawałka kości. Jest to metoda bezinwazyjna, nie wymagająca żadnych badań klinicznych, kosztownych i długotrwałych. Taką technologię rozwijamy w naszej spółce i mamy nadzieję, że w krótkim czasie zainteresuje ona klientów biznesowych.
Jednym z głównych projektów EIT+ jest budowa Kampusu na Praczach Odrzańskich – naszej siedziby, gdzie znajdą miejsce laboratoria materiałowe i biotechnologiczne służące projektom badawczym, realizowanym przez EIT+. Budujemy ultranowoczesną infrastrukturę laboratoryjną, otwartą na zespoły, które do nas przyjdą z projektem, którego nie mają gdzie realizować. Będzie ona do dyspozycji i dla środowiska wrocławskiego i, oczywiście, dla przemysłu, dla gospodarki. Pierwsze laboratoria będą gotowe za dwa lata. Będziemy mieć 25000 metrów kwadratowych laboratoriów ze światowej klasy wyposażeniem i tzw.
open space dla firm, dla zespołów badawczych. Reszta Kampusu Pracze – cały teren to ok. 30 ha - będzie miejscem inwestycji prywatnych. Powstaną tu centra badawczo-rozwojowe, edukacyjne. Ale też infrastruktura „do życia”, jak hotel czy restauracja. To ma być nowe miasto naukowo-technologiczne Wrocławia.

Ciąg dalszy wywiadu z prof. Mirosławem Millerem w kolejnyn wydaniu Komentatora. Zapraszamy do lektury.

Zachęcamy do dzielenia się Państwa opiniami na ten temat. Prosimy kierować listy pod adres komentuje@interia.eu z dopiskiem "EIT+". Najciekawsze opnie opublikujemy.




Strona główna | Europa/Niemcy/Polska | Dolny Slask/Saksonia | KomentatorTV | Rubryki | reklama i ogłoszenia | listy / kontakt | Archiwum | Mapa witryny


Podmenu:


Powrót do treści | Wróć do menu głównego