KOMENTATOR EUROPA NIEMCY POLSKA DOLNY ŚLĄSK


Idź do treści

Port lotniczy BER

Europa/Niemcy/Polska

Berlin-Brandenburg Airport - Niemcy biorą wszystko?


dr Krzysztof Tokarz

Port lotniczy Berlin-Brandenburg (Flughafen Berlin Brandenburg) – to najnowocześniejszy w Niemczech międzynarodowy port lotniczy ciągle jeszcze budowany w południowej części niemieckiej stolicy. Pierwotnie planowano zakończenie inwestycji w 2011roku - jednak to się nie udało. Berlin Brandenburg Airport ruszy dopiero 3 czerwca 2012 roku. Bardzo ciekawie będą wyglądać przenosiny. Noc wcześniej zostaną zamknięte autostrady w Berlinie, aby można było przewieźć cały niezbędny sprzęt.
Obecnie lotnicze potrzeby Berlina zaspakajają lotniska i Tempelhof. Nowe berlińskie lotnisko powstaje tuż obok tego pierwszego portu lotniczego i ma zastąpić trzy berlińskie porty lotnicze tj.: Tempelhof, Tegel i Schönefeld. Nowobudowane berlińskie lotnisko jest jednocześnie największą inwestycją infrastrukturalną Niemiec. Od 2012 na nim będzie koncentrowany cały ruch lotniczy stołecznego regionu Berlin Brandenburgia. Już w 2008 roku zamknięto lotnisko Tempelhof. Taki sam los czeka Tegel, który przestanie działać z dniem otwarcia nowego lotniska. Do dziś niewiadomo jak będą wykorzystywane budynki lotniska Schönefeld. Rzecznik Berliner Flughafen powiedział, że oni tylko dzierżawili infrastrukturę. Nie odpowiadają za to, co stanie się z Schönefeldem po dacie 3. czewrca 2012 roku.
Budowę nowej gigantycznej inwestycji rozpoczęto we wrześniu 2006, a więc wiele lat temu. Niemcy były w zupełnie innej kondycji finansowej niż są dzisiaj. Tym bardziej można podziwiać rozmach i wizjonerstwo władz, które podjęły decyzję o rozpoczęciu tej inwestycji. Początkowo chciano, aby port lotniczy nosił nazwę „
Berlin Brandenburg International w skrócie BBI. Jednak później zdecydowano, że będzie nazywał się „Flughafen Berlin Brandenburg“, a w ruchu międzynarodowym „Berlin Brandenburg Airport”. Na patrona lotniska wybrano byłego kanclerza Willy”ego Brandta. Jak wiadomo, Berlin i okolice uchodzą, za "czerwone" więc ta wybitna postać z szeregów SPD dobrze się wpisuje w lokalne warunki. Poza tym, Willy Brand zasłynął jako twórca nowoczesnej niemieckiej polityki wschodniej, a w Polsce jest kojarzony jako klęczący przed Pomnikiem Getta w Warszawie.
Na decyzję o budowie nowego lotniska wpłynął fakt, że Berlin po zjednoczeniu Niemiec stanie się bardzo ważnym miejscem dla całej Europy. Wyniki przewozowe osiągnięte przez Berlińskie Porty Lotnicze w 2010 roku były rekordowe. Po raz pierwszy w ciągu jednego tylko roku doliczono się aż 22 milionów pasażerów. Był to ponad sześcioprocentowy skok w porównaniu z poprzednim rokiem. Ponadto istniejące berlińskie porty lotnicze rozwijały się szybciej niż wynosiła przeciętna dla wszystkich niemieckich lotnisk komunikacyjnych. Dotychczas cały ruch lotniczy był rozproszony, a po powstaniu BER zostanie skupiony na nowym lotnisku. To lotnisko nowej generacji - ma być korzystne pod względem kosztów, funkcjonalne, a przy tym ma imponować bardzo nowoczesną architekturą. BER będzie konkurencyjne zarówno dla biznesmenów podróżujących po całym świecie, jak i zwykłych turystów. Ma być portem wygodnym dla użytkownika dzięki gęstej sieci połączeń międzynarodowych i krajowych. Po zakończeniu inwestycji drogowych będzie jednym z lepiej skomunikowanych z siecią autostrad. BER będzie miał to, czego nie posiada żadne lotnisko tej klasy w Europie i chyba na świecie - podziemny dworzec kolejowy, znajdujący się tuż pod terminalem lotniska. Będzie to duże udogodnienie dla pasażera, który zwykle jest zmuszony do przesiadek i korzystania z wielu środków, by do jechać na lotnisko. W Berlinie wysiądzie z pociągu i ruchomymi schodami wjedzie na górę. Przed głównym wejściem na halę odpraw pomyślano o zadaszeniu, by turysta miał pełen komfort rozpoczęcia podróży i żeby przypadkiem nie zmókł.
To nie koniec luksusów jakie zaplanowano. Obok połączeń lotniczych, pasażerowie mogą liczyć na więcej usług. Ma powstać prawdziwy rynek, ze 150 sklepami i barami. Jak mówił rzecznik berlińskich lotnisk Leif Erichsen, wszystkie miejsca zostały już zarezerwowane, a kolejni chętni czekają w kolejce rezerwowej na wypadek gdyby ktoś zrezygnował. Krótko mówiąc, biznesmeni już zwietrzyli okazję do zrobienia dużych pieniędzy. Pojawią się tam znane sieci sklepowe i to z różnych półek - powiedzmy od McDonaldsa, po ekskluzywne restauracje. Ten liczący ponad 9 tysięcy metrów kwadratowych rynek w centralnej części obiektu ma stanowić serce lotniska. Przechodzić tam będą wszyscy pasażerowie odlatujący z Berlina. Poza tym, na północno-wschodnim skraju lotniska powstaje największy w Niemczech park usługowo - produkcyjny.
Budowa lotniska jest motorem napędowym kreującym miejsca pracy w Berlinie i w całej Brandenburgii. Poza tym do końca 2012 roku powstanie w całym regionie 40 tys. nowych miejsc pracy. Łącznie szacuje się, że dzięki lotnisku aż 73 tysięcy ludzi znajdzie zatrudnienie. W latach 2006-2009 powstało ok. 2266 miejsc pracy. Dlatego budowa to też sukces z punktu widzenia gospodarki. Ponad 360 przedsiębiorstw z regionu uzyskało dotychczas zlecenia w ramach budowy nowego lotniska. Co ciekawe, spora część pieniędzy przeznaczonych na powstanie lotniska pozostała w kieszeniach lokalnych firm. Na tutejsze przedsiębiorstwa przypadło aż 2/3 zleceń, łącznie tylko do grudnia 2010 roku była to kwota przekraczająca 2 miliardy Euro. Ponadto, by pomóc firmom z własnego regionu, we współpracy z Izbą Przemysłowo Handlową (IHK) z Cottbus powstał pomysł, aby umożliwić przedsiębiorcom i tzw. wspólnotom oferentów z regionu brandebursko-berlińskiego wpisywanie się na specjalną listę. Dzięki niej lokalne firmy mają dostęp do informacji o przetargach i wykonywanych pracach na budowie lotniska, a co za tym idzie, mogą brać udział w organizowanych przetargach. To, w jaki sposób Niemcy zadbali o własne małe i średnie przedsiębiorstwa jest godne podziwu i naśladowania. Jeżeli polska polityka miałaby się czegoś nauczyć od zachodniego sąsiada, to właśnie myślenia, którego przykład mamy przy budowie berlińskiego lotniska. O ile niemieckim decydentom nie brakuje determinacji, by wymyślać sposoby na znalezienie miejsc pracy przede wszystkim ludziom z własnego regionu - u nas wręcz przeciwnie. Pokutuje ciągle archaiczne myślenie, mające swoje korzenie w komunizmie - jak firma z zagranicy, to znaczy "lepsza". A widząc to, co sie stało przez 20 lat w Polsce, można stwierdzić, że nie ma nic bardziej mylnego. Naszym włodarzom brakuje "niemieckiego" gospodarskiego myślenia tak jak w wypadku opisywanej inwestycji. Co nie znaczy, że na budowie niemieckiego lotniska pracują tylko Niemcy. Owszem, przetargi wygrały niemieckie firmy, ale te bardzo często zatrudniają polskich podwykonawców lub polskich robotników. Można się o tym przekonać wchodząc na budowę. Stoi tam nie mało aut z polskimi rejestracjami. Słychać też polski język wśród ludzi, którzy krzątają się przy budowie. Napotkani przez polskich dziennikarzy robotnicy z Polski mówili nawet o 70 procentach rodaków pracujących przy nowobudowanym lotnisku. To zapewnie dane nieco przesadzone, ale faktem jest że wcale nie tak trudno zaleźć Polaka wiozącego wózkiem widłowym stalowe elementy czy wylewającego posadzki.
To dzięki tej inwestycji Berlin ma szansę znaleźć się na medalowym, bo trzecim miejscu wśród najważniejszych ośrodków przemysłu lotniczego i kosmicznego w całych Niemczech. W regionie działają tacy giganci jak Deutsche Lufthansa, Rolss-Royce Deutschland i wielu innych. Ale, czego nie wykrywają przedstawiciele berlińskich lotnisk - stolica Niemiec dzięki tej inwestycji stanie się jednym z najważniejszych nie tylko w Niemczech punktów, skąd będzie się rozwozić towary i pasażerów. Stanie się konkurencją dla innego niemieckiego portu lotniczego jakim jest Frankfurt nad Menem, ale także np. dla Londynu. Bezpośrednie loty do Ameryki czy Azji sprawią, że berlińskie lotnisko przyciągnie do siebie tych, którzy chcą się wybrać dalej poza Europę, traktując BER chociażby tylko jako "przesiadkę". Lotnisku to przyniesie gigantyczne zyski.
Czego Polacy mogliby się jeszcze nauczyć od Niemców? Berlińskie lotnisko jest dopiero w budowie, a już na nim zarabiają. Wybudowali specjalną wierzę tzw. Infotower, gdzie przychodzą całe tłumy wycieczkowiczów. Z wieży można obejrzeć kolejne etapy powstawania portu. Są też sale konferencyjne, gdzie mają np. miejsce prelekcje dla dziennikarzy. Już teraz można też kupić pamiątki związane z lotniskiem. Słowem - przemysł PR ruszył – i, jak wiadomo, to inwestycja, która na pewno się zwróci z nawiązką.
Co Polska na to?
W czerwcu 2012 roku, a więc już za kilka miesięcy wspomniana inwestycja ma wystartować. Co to znaczy dla Polski? Flughafen Berlin Brandenburg umiejscowiony we wschodnich Niemczech, będzie bramą na świat nie tylko dla Niemców, ale i dla całej zachodniej Polski. Lotnisko jest oddalone zaledwie o ok. 70 km od polskiej granicy zachodniej. To bardzo blisko. Dla Szczecina, Poznania i Wrocławia to o wiele lepsza alternatywa niż warszawskie Okęcie. Przede wszystkim bliżej i wygodniejsza komunikacja. Już teraz z Wrocławia można wygodnie dotrzeć autostradą w jakieś niecałe 3 godziny. Niemcy nie ukrywają zresztą tego, że BER ma stać się głównym portem lotniczym dla mieszkańców zachodniej Polski. Według posiadanych danych, już teraz pasażerowie z Polski stanowią ok. 10 procent wszystkich korzystających z berlińskich lotnisk. Udział Polaków w wylotach z Niemiec, zdaniem rzecznika berlińskich lotnisk, będzie się w przyszłości zwiększać. Zresztą to prawda, że już teraz znaczny odsetek mieszkańców Szczecina, Poznania i Wrocławia chętniej korzysta z berlińskich lotnisk niż z warszawskiego Okęcia. Niemcy cieszą się popularnością wśród Polaków latających do Anglii czy Irlandii. Po powstaniu BER, polscy obywatele będą mogli wybierać również trasy do krajów Azji. Niemcy też zdają sobie sprawę, że powstająca u nich konkurencja może budzić strach Warszawy. Wolą zatem mówić o współpracy, a nawet o wzajemnych korzyściach. Tylko te korzyści będą raczej nierównomiernie rozłożone. Czy wrocławskie lotnisko powinno się bać BER? Tu niemieccy rozmówcy są raczej ostrożni. Zapewniają, iż lokalne porty lotnicze nic nie stracą i nowe niemieckie lotnisko nie będzie dla nich konkurencją. Porty lotnicze we Wrocławiu, Poznaniu czy w Szczecinie oferowałyby loty na berlińskie lotnisko dla tych pasażerów z Polski, którzy chcieliby lecieć z BER do Azji czy Ameryki. Tak więc to oczywiste, że po wybudowaniu berlińskiego lotniska coraz więcej Polaków będzie chętniej latało na urlopy z Berlina niż z Warszawy. Barierą może być jedynie kiepskie połączenie kolejowe na przykład z Wrocławia. Cóż z tego, że na berlińskie lotnisko będzie można wjechać "pociągiem" skoro ten z Wrocławia jedzie wiele godzin? Albo, by dostać się drogą kolejową z Wrocławia do stolicy Niemiec trzeba się przesiadać w Szczecinie? To ma się rzekomo niedługo zmienić. Trwają negocjacje z kierownictwem kolei po obu stronach granicy, aby czas podróży ze stolicy Dolnego Śląska na berlińskie lotnisko skrócić. "PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. jako zarządca państwowej infrastruktury udostępnia sieć linii kolejowych przewoźnikom. Przewoźnicy decydują o wyborze trasy przejazdu również na trasie Wrocław - Berlin" - powiedział rzecznik Mirosław Siemieniec rzecznik prasowy PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. Dodał:"Na odcinku Wrocław – Legnica – granica państwa Zgorzelec/Görlitz i Bielawa Dolna/Horka kończy się modernizacja linii E 30, III Paneuropejskiego Korytarza Transportowego (Berlin/Drezno– Wrocław – – Kraków – Lwów – Kijów ). Pociągi na części tego odcinka już jeżdżą z prędkością 160 km/h. W realizacji jest projekt modernizacji mostu granicznego Bielawa Dolna/Horka. Modernizacja linii E 30 skraca czas przejazdu i podnosi komfort obsługi podróżnych w ruchu regionalnym, krajowym i międzynarodowym". Czy to wszystko pomoże szybciej się dostać na powstające berlińskie lotnisko? Powinno na pewno polepszyć sytuację, ale na rewolucyjną poprawę chyba na razie nie ma co liczyć. Dyrektor Departamentu Rozwoju Regionalnego Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego dr Maciej Zathey powiedział, że nie ma co liczyć, że połączenia z Wrocławia do Berlina będą tak szybkie jak przedwojenny pociąg "latający Ślązak". I to nie jest bynajmniej odosobniona opinia. Ale nawet jak nie będzie się jeździć tak szybko jakby się chciało, to w maju 2012 r. czekają nas inne udogodnienia – zakończy się restauracja wrocławskiego dworca głównego. Takie zapewnienie złożył rzecznik prasowy PKP S.A. we Wrocławiu Bartłomiej Sarna. Tak więc, o ile te wszystkie zapowiedzi się sprawdzą - to kiedy porównamy ile trwa podróż PKP z Wrocławia do Warszawy, a później dodamy koszty przejazdu i czas, który stracimy jadąc na Okęcie, to wniosek nasuwa się sam.
Tu rodzą się pytania do polskich polityków. Czy schowają jak strusie głowę w piasek i powiedzą, parafrazując ludową przyśpiewkę, "nic się nie stało, nic się nie stało". Będą udawali, że nie ma żadnego problemu, czy też zaczną zbijać polityczny kapitał na protestach, kiedy to berlińskie lotnisko będzie czerpało zyski z polskich pasażerów? A gdyby tak oni postarali się, aby dojazd do Warszawy był tak samo szybki i komfortowy jak ma się to stać w przypadku Berlina? Wystarczy wybudować drogę ekspresową lub autostradę z Wrocławia do Warszawy i zmodernizować linie kolejową na tej samej trasie. Niemcy dają doskonały przykład, można realizować tak znaczące inwestycje jak BER. Jeżeli podróż na warszawskie Okęcie będzie tak samo komfortowa i będzie pochłaniać tyle samo czasu co na BER - konkurencja nie będzie taka straszna. Ale obserwując polską rzeczywistość scenariusz pozytywnie wpływającej konkurencji jest raczej mniej prawdopodobny. A berlińskie lotnisko zdąży zarobić na obsłudze mistrzostw Europy w piłce nożnej, które odbędą się w Polsce. Tak więc Niemcy zarobią na pewno, a my?


Strona główna | Europa/Niemcy/Polska | Dolny Slask/Saksonia | KomentatorTV | Rubryki | reklama i ogłoszenia | listy / kontakt | Archiwum | Mapa witryny


Podmenu:


Powrót do treści | Wróć do menu głównego