KOMENTATOR EUROPA NIEMCY POLSKA DOLNY ŚLĄSK


Idź do treści

wojewoda

Europa/Niemcy/Polska

Najlepsze są bliskie sąsiedztwa

Wywiad z wojedowdą dolnośląskim Panem Aleksandrem Markiem Skorupą przeprowadził dr Krzysztof Tokarz

PO będzie nadal rządzić Polską. Czy już można pogratulować ponownego wyboru na stanowisko wojewody dolnośląskiego?
Zgodnie z procedurą, rząd na pierwszym posiedzeniu Sejmu podaje się do dymisji, to samo dotyczy wojewodów. Dopiero po powołaniu nowego rządu można oczekiwać decyzji o nowych wojewodach. A czy może pan pogratulować? Jeszcze nie. Nie wiadomo, kiedy nowy rząd powstanie. Według mojej oceny potrwa to jeszcze około półtora miesiąca. A że nie zwykłem mówić "hop, zanim nie przeskoczę", póki co czekam spokojnie na rozwój sytuacji, ale oczywiście mam nadzieję, że taką nominację otrzymam.

Czy wojewoda dolnośląski jest szczególnie predestynowany do tego, aby rozwijać stosunki z Niemcami? Na przykład z Saksonią?
Wojewoda ma dość ograniczone kompetencje w tym zakresie, chociaż są tematy, które w sposób szczególny leżą w obszarze odpowiedzialności rządowej, którą współrealizuje wojewoda. Mówię o kwestii współpracy w obszarze szeroko pojętego bezpieczeństwa, w tym bezpieczeństwa powodziowego. Warto to podkreślić, bo jako wojewoda dolnośląski jestem jednocześnie pełnomocnikiem rządu ds. Programu dla Odry 2006, a więc odpowiadam za bezpieczeństwo obszaru całego dorzecza Odry, a to w sposób oczywisty wymaga ścisłej współpracy ze stroną niemiecką.

Na czym polega współpraca z zagranicznymi sąsiadami Dolnego Śląska? Czy wojewoda ma cokolwiek do zrobienia, czy to tylko i wyłącznie domena marszałka województwa?
Wojewoda samoistnie nie prowadzi współpracy międzynarodowej. Nawet moja delegacja zagraniczna do Goerlitz wymaga zgody mojego szefa. Oczywiście jest to zgoda formalna i ona zawsze jest, niemniej jednak nie mogę takiej decyzji podjąć samoistnie. Trzeba też uczciwie zaznaczyć, że za rozwój regionu i kształtowanie relacji z sąsiadami w największym stopniu odpowiada marszałek województwa i to on posiada tutaj najwięcej kompetencji oraz odpowiednie instrumenty.
Wojewoda, jak już wspominałem wcześniej, ma ograniczony zakres współpracy, ale i w nim wiele się dzieje. W tej chwili, w tym bezpośrednim kontakcie z Niemcami, stykamy się w dwóch tematach. Po pierwsze są to sprawy powodziowe. Wydarzenia, które w sierpniu ubiegłego roku poczyniły wielkie zniszczenia w powiecie zgorzeleckim, a zwłaszcza Bogatyni, dotknęły także tereny znajdujące się po drugiej stronie Nysy. Według Niemców szczególnie negatywne skutki dla obszarów leżących na ich terytorium miała katastrofa zapory w Niedowie. Strona niemiecka nawiązała kontakt z ówczesnym wojewodą podnosząc kwestię wspólnego zadbania o bezpieczeństwo powodziowe tego obszaru. Ten kontakt i wynikająca z niego współpraca jest przeze mnie kontynuowana, a sprawy pewnych zastrzeżeń, czy też wątpliwości niemieckich specjalistów są na bieżąco rozwiązywane.
W kwietniu br. miało miejsce spotkanie, na którym uznano, że w zakresie powodziowym powinniśmy szerzej i ściślej współpracować. Była mowa o Brandenburgii, Saksonii, województwie lubuskim i Dolnym Śląsku. Zwołano specjalną konferencję z udziałem wszystkich zainteresowanych. Dolny Śląsk ma niestety bardzo bogate doświadczenia powodziowe, więc jesteśmy w tym sensie bardzo cennym partnerem. Tym bardziej, że inwestycje realizowane po stronie polskiej mają znaczący wpływ także na poziom bezpieczeństwa niemieckich terenów położonych nad Odrą. Akurat w tej chwili jesteśmy w fazie finalizującej modernizację suchego zbiornika przeciwpowodziowego "Racibórz Dolny" i Wrocławskiego Węzła Wodnego. To wielkie inwestycje - koszt każdej z nich wynosi ponad miliard złotych. Mam nadzieję, że w ciągu roku te prace zostaną w pełnym zakresie uruchomione, a ich realizacja potrwa do 2014-2015 roku.
Nasza współpraca to również rozwiązywanie bardzo konkretnych problemów. Pewnym rozwinięciem współpracy w zakresie budowania bezpieczeństwa powodziowego jest np. kwestia starych mostów na Nysie Łużyckiej. Mowa o funkcjonujących w przeszłości przeprawach granicznych, które nie używane od lat niszczały stając się z czasem - jako elementy utrudniające swobodny przepływ wody w Nysie - dodatkowym zagrożeniem powodziowym. Sprawa była niezwykle trudna z powodów formalnych, ale udało się znaleźć rozwiązanie i już za tydzień rozpoczną się pierwsze prace demontażowe. Mam małą satysfakcję, że wspólnie z Ministrem Środowiska Saksonii, panem Frankiem Kupferem, udało się tą skomplikowaną od strony prawnej sprawę załatwić. Ministrowi bardzo zależało na rozwiązaniu tego problemu i chyba jest pozytywnie zaskoczony tym, że tak szybko udało się do tego doprowadzić.

Dolny Śląsk graniczy nie tylko z Niemcami, ale i z Czechami. Czy pokusiłby sie Pan o porównanie relacji z Niemcami i Czechami? Z kim jest się łatwiej dogadać?
Z kim się łatwiej dogadać? To trudno tak jednoznacznie określić. Zawsze niezwykle ważne jest to, jacy ludzie są odpowiedzialni za współpracę. Ostatecznie, to od zaangażowania i okazywanego zrozumienia dla drugiej strony, ale również od uczciwości i rzetelności dialogu zależy, czy potrafimy skutecznie rozwiązywać wspólne problemy, czy też nie. Co do pewnych uwarunkowań formalnych, to mniej skomplikowane jest dogadywanie się ze stroną niemiecką. Wynika to z tej prostej przyczyny, że mamy tu tylko jednego dużego partnera - Saksonię. W przypadku współpracy ze stroną czeską musimy starać się o porozumienie z czteroma partnerami, a to wymaga większej elastyczności i dłuższego procedowania.
Dolny Śląsk od dawna realizuje programy współpracy z wszystkim granicznymi regionami. Ciekawą ideą, której realizacja w ostatnich miesiącach nabrała dużego przyspieszenia, jest próba powołania do życia Europejskiego Ugrupowania Współpracy Terytorialnej. Docelowo miałby się składać z Dolnego Śląska, Saksonii i graniczących z nami krajami czeskimi. Tego typu podmioty funkcjonują już w Europie. Widziałem podobne przedsięwzięcie w Alzacji. Tam powstało ugrupowanie regionów będących częścią Szwajcarii, Francji i Niemiec. Ten model pozwalał na pozyskiwanie dodatkowych dużych środków unijnych, na które pojedynczo nie mieliby żadnych szans.

Na pewno jest wiele wspólnych interesów. Ale czy są jakieś sprawy sporne pomiędzy Dolnym Śląskiem a Saksonią, które wymagają interwencji sprawowanego przez Pana urzędu? Jeśli tak, to jakie?
Współpraca rzeczywiście przebiega dobrze, także w zakresie tych spraw, które można uznać za problemowe. Jednym z takich trudnych zagadnień jest kwestia modernizacji kilkukilometrowego odcinka linii kolejowej Hradek-Zittau. Chodzi o fragment przebiegający przez terytorium Polski, który jako odcinek bez żadnego znaczenia gospodarczego dla naszej strony ulegał samoistnej degradacji. Oczywiście stronie niemieckiej i czeskiej, które mogą z tego odcinka korzystać w znacznie większym stopniu, bardzo zależy na tym, żeby polska część tego połączenia została doprowadzona do odpowiedniego standardu. To jest takie wyzwanie, które trochę odnosi się do naszego myślenia o obszarze pogranicza i granic. Myślę, że nadszedł już czas, kiedy musimy umieć postrzegać obszar pogranicza jako obszar naszych wspólnych interesów, który będzie konkurował z innymi regionami w Europie.
Podjęliśmy już działania w tym kierunku. Niestety, jak to często bywa w takich sytuacjach, na drodze dobrej woli wszystkich stron stoją problemy prawe. W tej sytuacji chodzi o traktat z 1949 roku między Polską a wówczas istniejącą Czechosłowacją, a mówiący o tym, że to nasi południowi sąsiedzi powinni łożyć na utrzymanie tego odcinka. Według zapisów tego traktatu powinniśmy wykonać niezbędne prace, ale to Czesi powinni za nie zapłacić, ewentualnie dostarczyć potrzebne materiały. Dzisiaj trudno sobie wyobrazić realizację tego porozumienie, ale ono ciągle jest faktem. Z drugiej strony mam też świadomość, że to trochę źle o nas świadczy, że nie jesteśmy w stanie zmodernizować takiego krótkiego odcinka. Wspólnie ze służbami marszałkowskimi pracujemy teraz nad tym, aby ten problem jakoś rozwikłać.

Są spore różnice w rozwoju gospodarczym Drezna i Wrocławia, Saksonii i Dolnego Śląska. Dlaczego na Dolnym Śląsku jest tak mało inwestorów z Saksonii?
Przede wszystkim trzeba stwierdzić, że poziom rozwoju gospodarczego Republiki Federalnej Niemiec i Polski ciągle dzieli przepaść. Niemcy są największą siłą gospodarczą w Europie, największym płatnikiem Unii Europejskiej i jednym z ekonomicznych gigantów świata. My powoli budujemy swoją pozycję odrabiając stracone dziesięciolecia. Różnice na poziomie regionów i miast są konsekwencją ogólnej dysproporcji rozwojowej między naszymi krajami. Schodząc do poziomu regionów warto pamiętać, że wschodnie landy, w tym również Saksonia, od momentu zjednoczenia Niemiec mogła liczyć na ogromne wsparcie ze strony bogatszych landów niemieckich i rządu federalnego. Dolny Śląsk nie mógł liczyć na taką pomoc silniejszego brata. Musieliśmy sami sobie radzić i muszę stwierdzić, że efekty są niesamowite. Dolnoślązacy okazali się niezwykle wytrwali i aktywni. Efektem tej aktywności jest to, że dzisiaj Dolny Śląsk bardzo szybko się rozwija, że jesteśmy regionem o dużym potencjale wzrostu. Mam wrażenie, że dystans rozwojowy między nami a Saksonią ciągle się zmniejsza. Jeszcze bardziej widać to obserwując tempo rozwoju Wrocławia. Stolica Dolnego Śląska goni Drezno, a Niemcy coraz częściej zazdroszczą nam szybkości z jaką się rozwijamy. Myślę, że nasi zachodni sąsiedzi postrzegają nasz region jako ważnego partnera do współpracy, ale zapewne również jako konkurenta na europejskim rynku. Wschodnie landy ciągle potrzebują wsparcia rozwojowego i bardzo aktywnie poszukują inwestorów, podobnie zresztą jak my. W tym sensie znajdujemy się na podobnej pozycji, bo tak naprawdę i oni i my dotychczas absorbowaliśmy inwestorów z zachodu. Nie sądzę, żeby miało się to zmienić w najbliższych latach.

Podobne pytanie zadałem panu premierowi Milbradtowi w numerze pierwszym "Komentatora" i on odpowiedział podobnie. Dlatego chciałem zadać takie samo pytanie polskiemu wojewodzie - a więc dokładnie jakby z drugiej strony...
Cóż, mówiąc o inwestycjach i inwestorach przede wszystkim myślimy wielkich, ponadnarodowych koncernach, ale one w zdecydowanej większości mają swoje korzenie w krajach byłej Europy Zachodniej, w dużej części w landach zachodnich Niemiec.

Województwo dolnośląskie ma szereg partnerstw z różnymi regionami w Europie. Pojawia się jednak pytanie po co? No i które są bardziej aktywne, a które zaliczyłby Pan do tych mniej?
Wydaje się, że największy sens mają partnerstwa z bliskim, a najlepiej sąsiedzkimi regionami. Ta bliskość generuje wiele wspólnych tematów, problemów i interesów. Powiedziałbym, że zasada jest prosta - im bliżej partnerzy mają do siebie, tym więcej wspólnych interesów. Natomiast im dalej, tym trudniej konkretnie współpracować. Kiedyś Bogdan Zdrojewski jeździł do Guadalajary jako przedstawiciel Wrocławia. Trudno, żeby poza sporadycznymi wizytami oficjeli mogło coś z takiego partnerstwa powstać. Rozumiem jednak, że tamto partnerstwo miało inny charakter, było wyrazem aspiracji i ambicji naszego miasta chwilę po wprowadzeniu samorządności. Dolny Śląsk natomiast zawarł układ partnerski między innymi z Alzacją. I słusznie, bo tu jest znacznie bliżej, nie mówiąc już o tym, że Alzacja ma historycznie podobny charakter do Dolnego Śląska. Bliskość dotyczy zatem zarówno położenia geograficznego, jak i charakteru regiony. Trzeba też stwierdzić, że obecnie partnerstwa mają zupełnie innych charakter niż w czasach ich powstawania. Lata 90 to był okres kształtowania się samorządów w Polsce. Nie mieliśmy koniecznych doświadczeń, warto było podglądać rozwiązania stosowane w innych regionach. Ten okres mamy za sobą. Dzisiaj współpraca jest zdecydowanie bardziej partnerska.
W pewnym sensie dawny model naszych partnerstw z zachodnimi regionami dzisiaj realizowany jest z partnerami ze wschodu, np. z Ukrainy. Dla naszych przyjaciół z Ukrainy jesteśmy swoistym pomostem do Europy.
Moje doświadczenie kontaktów z Czechami jest stosunkowo najmniejsze. Pokusiłbym się o stwierdzenie, że ta współpraca ma głównie charakter przygraniczny. Bardzo istotne są dla nas kontakty z partnerami z Ukrainy, a dla Wrocławia te ze Lwowem. Współpraca ta ma charakter wieloaspektowy, ciągle żywe są tradycje uczelni i ludzi, którzy zostali zmuszeni do opuszczenia tamtych rejonów, a którzy w dużej części są teraz mieszkańcami Dolnego Śląska, rozwijają się kontakty gospodarcze, bardzo bogata jest wymiana kulturalna i młodzieżowa, realizowane są wspólne projekty. Chciałbym jednak podkreślić, że prawdziwy sens współpracy leży w konkretnych projektach i przedsięwzięciach, a te mają sens przede wszystkim w sytuacji podobieństwa i bliskości partnerów.
Dziękuję za rozmowę

Strona główna | Europa/Niemcy/Polska | Dolny Slask/Saksonia | KomentatorTV | Rubryki | reklama i ogłoszenia | listy / kontakt | Archiwum | Mapa witryny


Podmenu:


Powrót do treści | Wróć do menu głównego